Miejski radny Tomasz Rafalski, zapytany o to, w jaki sport powinno inwestować miasto, nie tylko podzielił się swoim stanowiskiem, ale również uchylił rąbka tajemnicy o tym, jak wyglądają relacje pomiędzy prezesami gorzowskich klubów sportowych. Jak przyznał, atmosfera między działaczami bywa napięta, a rywalizacja o środki z miejskiego budżetu często przeradza się w walkę bez skrupułów.
– Prezesi potrafią walczyć ze sobą, kiedy wiedzą, że do podziału jest jedna pula. Niektórzy uważają, że jeśli zniknie Stal Gorzów, to sponsorzy automatycznie przeniosą się np. do piłki nożnej czy ręcznej. To błędne myślenie – mówi Rafalski.
Radny apeluje o większą współpracę między klubami. Jak podkreśla, nie chodzi o wzajemne uwielbienie, ale o podstawowy szacunek i świadomość wspólnego celu.
– Są momenty, gdy wygląda to naprawdę źle – dodaje.
Odnosząc się do finansowania sportu, Rafalski jasno wskazuje, że miasto powinno rozwijać zarówno sport dzieci i młodzieży, jak i ten zawodowy.
– Jeśli zabraknie silnych klubów seniorskich, dzieci stracą wzorce i motywację. Jedno nie funkcjonuje bez drugiego – tłumaczy.
Podkreśla również, że Gorzów, mimo statusu miasta wojewódzkiego, ma ograniczone możliwości finansowania sportu ze względu na brak wsparcia ze strony państwowych spółek.
– Miasta mniejsze od Gorzowa, jak Ostrów Wielkopolski, radzą sobie lepiej dzięki lokalnemu zaangażowaniu. U nas brakuje stabilnych, dużych sponsorów – mówi.
Na przykładzie siatkarskiego klubu, który po przeprowadzce do Gorzowa stracił finansowanie z KGHM w wysokości trzech milionów złotych, radny pokazuje, jak trudno uzupełnić taką lukę drobnymi partnerami.
– Mamy potencjał, ale musimy lepiej zarządzać współpracą i szukać realnych, długofalowych źródeł wsparcia dla gorzowskiego sportu – podsumowuje Tomasz Rafalski.
Cała rozmowa z Tomaszem Rafalskim do obejrzenia
Napisz komentarz
Komentarze